niedziela, 16 maja 2010

Dosyć tej wiosny

Nie, zdecydowanie nie rozpieszcza nas ta wiosna. Najpierw długo śniegi, a kiedy wreszcie nastała, Smoleńsk i cała bieda. Nawet nie pamiętam jaka wtedy była pogoda. Na pewno od kilkunastu dni zimno i mokro, a słońca w tym czasie ledwie parę godzin. Nie, nie jest to wiosna, o której pisał Dygasiński:
Było to w maju, wiosna napełniała powietrze balsamiczną wonią pękających drzew.
Już prędzej można by o niej powiedzieć:
Panna nie była może młoda, piękna ani majętna, ale co było robić, skoro w pobliżu nie było innej.
Kwiaty za to są zbyt piękne. W swojej urodzie tak banalne, że fotografowanie ich staje się jałowe. Chyba, że znajdzie się szczególny powód. Gdy wczoraj na godzinę zaświeciło słońce, z zakamarków wyleciały owady. Owad na kwiecie to wydarzenie estetyczne. Na przykład ta błonkoskrzydła istota na astrze wcale nie razi, pasuje.
Razi mnie ta niewyszukana, potocznie zwana zieloną, która przywarła do liścia pęcherznicy. Zaiste przyszedł mi honor w szlachetnym się przeglądać zwierciadle. Na jej zielonym odwłoku, który kto wie czego dotykał, można ujrzeć sylwetkę Waszego korespondenta.
Z fotografowaniem kwiatów to jak z kobietami. Czasem trudno ogarnąć całokształt, wystarczy pokochać detal, Na przykład ta azalia wydziela subtelny, bliski męskiemu sercu, zapach piwa. Żadnego tam piwa pasteryzowanego i z butelki. Ono jest z beczki, z delikatną pianą, przed chwilą zdmuchniętą. Pite w ogródku, gdzie obok grają w kręgle i słychać ludową kapelę.
Dość mam tej wiosny. Lato, lato, echże ty!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

 
blogi