poniedziałek, 11 marca 2013

Laszka - storyboard


Sergiej Michajłowicz Prokudin-Gorski, Stancja Chrustalnaja Perm–Kungurskoj Żeleznoj Dorogi [1912], ze zbiorów Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych.
Wrzesień lub październik 1912 r. Dobrze widać tęskną jesień rosyjską i nieuleczalny romantyzm bardzo szerokotorowej kolei. Nie byle kto wykonał to zdjęcie, bo Siergiej Prokudin – Gorski.  Rano odstawiono na bocznicę jego wagon z laboratorium i ciemnią. Dzięki listowi wydanemu przez cara Mikołaja II ma dostęp do każdego miejsca w imperium i wszyscy są zobowiązani do udzielania mu pomocy.

Akurat okazja jest wyjątkowa. Cała obsada stacji Chandra Unyńska w galowych uniformach i uroczystych strojach wraca peronem z cmentarza, który jest za wzgórzem. Prokudin – Gorski poprosił, żeby się zatrzymali i chwilę trwali bez ruchu.

Ten najwyższy to - ma się rozumieć - naczelnik Prokofij Rubleńko. Pierwszy od lewej i uroczysty to Paragrafow, obok naczelnika przywarł Ilja Słomośkin, dalej zapłakana Warwara Pawłówna. Z podłużną walizeczką Włas Fomycz Zapojkin.

Fotograf cofnął się aż do zwrotnicy. Stąd obiektyw obejmie i załogę i stację. Widać zasłonięte ciemnym tiulem okno po prawej stronie wejścia służbowego.
Jest smutne okno na stacji,
Skąd widać pola dalekie,
Skąd widać szyny, pociągi
I trzy drzewiny kalekie.
Obraz na moment zastyga w fotografii. Zmysłowy timbre klarnetu i jakiś motyw z Wertyńskiego. Następnie długie przenikanie (znaczy retrospektywa) i jesteśmy w stacyjnym bufecie. Tłumnie tu, bo przed chwilą przyjechał pociąg z Jekaterynburga. Technik Zapojkin gra na klarnecie skoczną piosenkę o Tule. Co jakiś czas błyska okiem w stronę szynkwasu i podkręca wąsa.

Nie widzieliśmy jej wcześniej. Ach, jaka jest śliczna. Długa szyja, jasne włosy upięte wysoko, na czubku główki wąski wachlarz bielutkiej koronki, na prostej granatowej sukience biały  fartuszek. Właśnie z mętnej butelki nalewa wódkę do szklanki. Uśmiecha się do grajka i widać jej piękne zęby. To Polka, „Laszka” lub "pani", jak mówią o niej zazdrosne kobiety.
A pannie Jadzi z bufetu
Serce z wzruszenia aż mięknie,
Szeptał często: "Włas Fomycz,
Pan gra tak cudnie... tak pięknie..."
Już widzimy wesołą salkę zza okna, zaglądamy do innego, tego koło wejścia służbowego. Piotra Płaksina też nie było na zdjęciu. Przesuwa miedzy palcami wąska taśmę papieru, po chwili odrzuca ją, patrzy w okno, zagryza wargę, macza pióro w kałamarzu i pisze.
Pisze, że kocha ją dawno,
Jeno powiedzieć jej nie śmiał,
O tajemnicę ją prosi,
Aby Włas Fomycz się nie śmiał.
Pisze serdecznie, miłośnie,
Że kocha, marzy, wspomina!
I łzy spadają na papier
Telegrafisty Płaksina.
Bez winy ta tragedia, co się wydarzy, bo przecież nie można zmusić do miłości miłością, choćby i największą.

Stop! W tym miejscu scenarzysta odkłada pióro. Widzi, że w filmie nie da się pogodzić, jak się udało w poezji, delikatnego klimatu parodii z opowieścią o miłości. Szkoda wiersza, szkoda zdjęcia, a poza tym on bardzo polubił tych dwoje.

Musi coś wymyślić. Ten pogrzeb kogo innego był. Powiedzmy zamordowanego dróżnika Szaposznikowa albo lepiej zastępcy naczelnika. Motyw? Szpiegostwo na rzecz Japonii, np. chcą wykraść tajemnice Prokudinowi-Gorskiemu, który jest pionierem fotografii kolorowej. Może uda się wrobić w tę sprawę Zapojkina?

Jedno jest pewne. W ostatniej scenie Piotr i Jadwiga wyjeżdżają pociągiem do Permu, a potem dalej, gdzie tory są węższe. Za dwa lata wybuchnie wojna. Musi ich chronić przed wielką kilkudziesięcioletnią zawieruchą.

Cały poemat sentymentalny Juliana Tuwima „Piotr Płaksin” jest tutaj.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

 
blogi