sobota, 9 listopada 2013

Uratuj

Bencke & Scott, Wierny stróż [1871], ze zbiorów Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych
Kiedy odchodzili Rodzice nie rozkleiłem się, a teraz zamknąłem się w łazience i długo ”Uratuj ją, uratuj!”. Pies jest jak dziecko.

No to poszliśmy ciemną doliną. Ten, który ją uratował miał spokojną, mądrą twarz profesora weterynarii.

Potem trzy dni, gdy nie wiadomo jak to będzie (jeszcze długo nie będzie wiadomo do końca), ale dziś po raz pierwszy na spacer i jak za dawnych lat. Poczułem taką wdzięczność, że zagadałem poufale do jutrzenki, że różanopalca.

Gotów byłbym się nawrócić i może nawet założyć jakiś beret, ale chyba za stary jestem. Pozostanę już przy swoim libertyńskim racjonalizmie, zwłaszcza, że nie widzę sprzeczności pomiędzy nim, a głębokim szacunkiem do Przedwiecznego. Skoro jest Miłością.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

 
blogi