Mimo że chodziła do tej samej szkoły od dwóch i pół roku, nie wiedzieliśmy, że istnieje. I nagle, podczas jakiejś durnej akademii zobaczyliśmy drobną, rudowłosą, piegowatą dziewczynkę. W niczym nie przypominała tych młodych wampów, naszych koleżanek, które mając naturalną przewagę biologiczną, budziły w nas pożądanie z przewagą trwogi. Ubrana w granatową spódnicę i białą bluzkę, mówiła cicho jakiś wiersz. Uderzyła nas niespotykana wśród szkolnych aktorów powściągliwość i naturalność interpretacji.
Od tej chwili chodziliśmy we trzech patrzeć na nią na przerwach. Tylko patrzeć, bo platoniczne uczucie, ze względu na naszą mnogość, było założeniem podstawowym. Potem ktoś zrobił jej zdjęcie podczas lekcji przysposobienia wojskowego.
To oznaczona kółkiem po lewej drobna dziewczyna z końskim ogonem pochylająca się nad noszami. Jak opiekuńcza i piękna siostra - sanitariuszka z Powstania, na które nie mogliśmy odżałować naszego spóźnienia.
Michał zanotował w dzienniku:
12 III 66Potem były różne zabawne perypetie, Michał opisał to w dziennikach i drukowanym przed laty opowiadaniu. On sam też przeszedł do czynu. Jednak niefortunnie, bo upił się i ją odwiedził. Całe szczęście wkrótce były wakacje. W tamtym wieku one zmieniały wiele, a my w dodatku opuszczaliśmy szkołę. Nigdy już jej nie zobaczyliśmy.
Kochamy się w Irence wspólnie. Jest nas trzech. Rodzi się idea wspólnoty i kształtowania szlachetnego ducha.
22 III 66
Biegalski zdrajca, podrzuca bez naszej wiedzy Irence liściki. Rozmawiał z nią - zdrajca. Rozważaliśmy tę sprawę z Jerzym chodząc po Warszawie, wiatr unosił wciąż w górę jakieś pyły i piaski, chrzęściło w zębach
27 III 66
Byłem w kościele, do którego ma zwyczaj chodzić Irenka. Rozejrzałem się. Niedaleko znajome postacie Jerzego i Biegalskiego. Biegalskiemu pogroziłem pięścią. Irenka stała bliżej ołtarza. Piękne chwile. Potem znikła, my obrażeni na siebie rozeszliśmy się każdy w inną stronę.
Trochę jak latarnia morska przyświeca mi czasem tamto zauroczenie i utracona niewinność uczuć.

Subskrybuj RSS
Ciekawam, czy śpiewaliście sobie wtedy:
OdpowiedzUsuń"Jeżeli kochać, to nie indywidualnie
jak się zakochać, to tylko we..." Trzech
Pomyślałam sobie,
o pewnym nieśmiałym chłopcu z mojej szkoły.
I o utraconej niewinności uczuć też.
Kabaret Starszych Panów był dla nas wtedy najważniejszy (właśnie w 1966 dał swoja ostatnia premierę) i oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę ze śmieszności "wespół w zespół". Mimo wszystko uczucia nasze były autentyczne, choć jak się okazało niezbyt trwałe.
OdpowiedzUsuńTe niewinne szkolne zauroczenia jak widać długo się wspomina .
OdpowiedzUsuńTakie to bywają niekiedy zaczątki wielkich uczuć.To co było i teraz jest odległe wydaje się być piękne .
Możemy sobie tylko zanucić:To co było już minęło ,w dal gdzieś odpłynęło i nie wróci już ...
B.S
Nieśmiała miłość, sztubacka przyjaźń.
OdpowiedzUsuńZamykam oczy, smakuję pięknej opowieści przy akompaniamencie "A Day Withaut Rain" Enyi.
W przyszłym roku w maju miałbym 64.
W przeddzien zamieszczenia tego zdjecia na blogu, myslalam o tej fotografi (widzianej w innym miejscu i o innej dobie). Zaczelam czytac "Voyez comme on danse" Jana d'Ormesson. Pierwsze zdania mozna przetlumaczyc tak : "Dlugo go nienawidzilem : kochalismy ta sama kobiete. I on byl moim przyjacielem. Rzeczy zazwyczaj tak proste, bywaja czesto skomplikowane."
OdpowiedzUsuńW waszej przyjazni chyba wszystko zostalo proste i nienawisci nie bylo.
P.S.
Ksiazka interesujaca. Akcja "podstawowa" dzieje sie na cmentarzu w czasie pogrzebu glownego bohatera. Spotykaja sie wtedy ludzie wlasciwie sie nieznajacy, reprezentujacy rozne punkty widzenia, rozne lata zycia zmarlego, zlaczeni jedynie znajomoscia jednej osoby (czy naprawde jednej?). Jak mozajka sklada sie nagle obraz czlowieka, ktory treaz ma tylko przeszlosc.
A tytul ? Jak mozna by bylo przetlumaczyc ? "Zobaczcie jak tanczymy" ? To cytat z piosenki (ktora stala sie dziecieca zabawa z gestami) ; "Nous n'irons plus aux bois
Les lauriers sont coupés. La belle que voilà la laiss'rons nous danser. Entrez dans la danse, voyez comme on danse, Sautez, dansez, embrassez qui vous voudrez. Les beaux messieurs font comme ça...
Et puis encore comme ça...
" = "Nie pojdziemy juz do lasku bo wycieto krzewy laurowych lisci. Pieknosc nas do tanca zaprasza, przylaczcie sie do nas. Zobaczcie jak tanczymy, skaczcie, tanczcie ucalujcie kogo chcecie. Panowie tancza tak... i po tem tak..." Oczywiscie panowie pokazuja jak tancza i wszyscy tancza jak panowie, po tem panie, ogrodnicy i tak dalej. Wiec wlasciwie tlumaczenie mogloby byc "Hejze dzieci, hejze ha" w nawiazaniu do Ojca Wirgiliusza. Ale... ta piosenka byla kiedys piosenka dosc frywolna, napisana w momencie, gdy morganatyczna zona Ludwika XIV - Madame de Maintenon, kazala wyciac krzewy laurowe w Wersalu, bo w tych zaroslach rozne rzeczy sie dzialy. Wiec w tym tlumaczeniu "dzieci" Wirgiliusza nie bardzo pasuja.
Wiec jak.... "utracone w tlumaczeniu ?"