Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 października 2012

Fotografa przy tym nie było


fot. autor nieznany, członkowie White House News Photographers' Association, [pomiędzy 1922 a 1926], ze zbiorów Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych.

Dziś wystarczy wyciągnąć telefon komórkowy i pstryk, a kiedyś zrobienie fotografii to był poważny problem. Dziś kwadryliony bitów ze zdjęciami zamulają dyski i karty pamięci. Daremnie, bo nigdy nie nabiorą wartości unikatu i jeżeli nie pokazują tzw. momentu decydującego, są bezwartościowe.

Opiszmy ów niesfotografowany moment szczególny, może Jej/Jego pierwsze spojrzenie, może, kiedy pierwszy raz zobaczyłeś/łaś swoje dziecko, może tamto „adieu” i czyjeś (Twoje?) zamglone oczy. Nie, to zbyt intymne.

Proponuję żebyśmy wzorem ubiegłorocznej zabawy Midsummer Holiday Number krótko opisali jakiś obraz, zdarzenie, którego byliśmy świadkiem i zapamiętaliśmy z powodu niezwykłości lub nieprawdopodobieństwa, lub piękna i w poczuciu żalu, że nie mieliśmy ze sobą aparatu fotograficznego.

Nie musimy się spieszyć, możemy pisać do połowy grudnia, póki miniaturka ze zdjęciem będzie ukazywała się z prawej strony wpisów. Piszemy oczywiście w komentarzach i ja napiszę pierwszy.

wtorek, 10 lipca 2012

Obstalunek

zdj. Natalia lub Mikołaj, Szlinokiemie
Wiem, że stamtąd ten widok. Z arkadyjskiej krainy, o której marzył na paryskim bruku. Nie jestem tylko pewien, czy chodzi o to pole przepasane miedzą (na niej z rzadka ciche grusze siedzą), czy raczej o ten sad, co był, gdzie drzewa owocne, zasadzone w rzędy, ocieniały szerokie pole, spodem grzędy.... 
W tej części sadu rosły tu i ówdzie wiśnie,
Śród nich zboże, w gatunkach zmieszanych umyślnie:
Pszenica, kukuruza, bob, jęczmień wąsaty,
Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty.
Dzieci z dziećmi wyjechały na Suwalszczyznę, a właściwie na polską Litwę. Przesyłają stamtąd zdjęcia lub filmiki. Raduje się serce, kiedy w każdej codziennej migawce widać, jak Maleństwa rosną (Zizzi nawet już wstaje). A w tle obraz kraju. Też słodki.

Posłałem, jak obstalunek do rzemieślnika, fragment Inwokacji, z prośbą o zdjęcie krajobrazu do obrazu Słowa. 

Dostałem z dziesięć, a każde piękniejsze. Wybrałem esencję polskiej sielanki. Ileż cytatów, od Kochanowskiego po Miłosza, można by się tu przytoczyć, ale zostawmy literaturę, skoro mamy własne oczy.

Dodam: jest wtorek 3 lipca 2012, godz. 21. Słońce już skryło się z tyłu za domem, dlatego nie ma cienia, za to różowa poświata opada na Ojczyznę miłą.

Powiększ ten obraz i przyklej pod powieką. W stosownej chwili będziesz mógł/mogła powiedzieć najspokojniej: 
I ja w Arkadii.

środa, 18 kwietnia 2012

Opar


Noc powinna być chłodna, a wschodzące słońce mocne. Nad wodą, kiedy nie ogrzało jeszcze powietrza, widać w jego promieniach mgłę.

Ten opar trwa tylko chwilę i jest nieuchwytny. Zobaczysz go, jeśli będziesz patrzył pod, a nie prosto w słońce, i nisko nad wodą (najlepiej żebyś przykląkł).

Potem możesz już iść do domu. Spełniłeś ofiarę.

wtorek, 6 marca 2012

Dąbrówka, 6 marca, godz. 6:48


Bliżej nieznane są powody, dla których fotografista spośród kilkunastu zdjęć rowu wybrał właśnie to.

Tego dnia udało mu się uwiecznić obrazy doskonalsze, z drzewami ostro odbitymi w wodzie i z jaśniejącą perspektywą.

On jednak z uporem i lekko wzruszony wpatrywał się w mroczny brzeg północny, oczekujący na łaskę marcowego słońca.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Pożyteczny oprawca


Bliżej zaś, niedoperzów siostrzyczki, ćmy, rojem
Wiją się, przywabione białym kobiet strojem,
Mianowicie przykrzą się Zosi, bijąc w lice
I w jasne oczki, które biorą za dwie świéce.
Na powietrzu owadów wielki krąg się zbiera,
Kręci się grając jako harmoniki sfera;
Ucho Zosi rozróżnia wśród tysiąca gwarów
Akord muszek i półton fałszywy komarów.
A. Mickiewicz, Pan Tadeusz. Ks.VIII, Zajazd
Jam nie Zosia, ale poczułem go boleśnie na karku, a potem lewym uchem usłyszałem ten fałszywy półton. Wiedział komar, że z tej strony słyszę gorzej, chciał oblecieć i uderzyć prosto w czoło. Nie przypuszczał, że przyglądam się z bliska koronkowej robocie rozpiętej ponad płotem, między winoroślą a cherlawą akacją.

Pająk w ciągu sekundy przebiegł ze środka na obrzeże sieci, skrępował ofierze odnóża, a potem już metodycznie owijał ją obracając pod sobą czterema przednimi nogami.

Tak szybko - w latach 60. gdzieś na Mazurach - pakowała (i to nie używając nóg) Janina Przygoda, kierowniczka miejscowego GS-u. Ale to były śledzie z wdziękiem chluśnięte z beczki na gazetowy papier. Tu bądź co bądź istota żywa, opita gorącą krwią korespondenta.

Kiedy kokonik nadawał się do transportu, przeciągnął go (patrz bliżej) do środka sieci, żeby w razie czego biec w inne miejsce. Teraz owinął grubiej i przybliżył straszliwą paszczę…

Nie idzie mi z krajobrazem, architekturą i ludźmi, ale udają mi się zdjęcia makro, bo kocham ten mały światek i włażę, gdzie nikomu nie chciałoby się. Jak nigdzie widać tu fantazję, ale też staranność natury, niezwykłe zestawy barw i czystą poezję.

To świat w pigułce i tak jak wielki wstrząsający, bo przepełniony seksem oraz przemocą.

niedziela, 10 lipca 2011

Słonko

Nie spodziewało się, że w tak deszczowy dzień ktoś będzie szedł za nim po polu, po ugorze. Okazuje się, że przyłapane wygląda dokładnie tak, jak je rysują dzieci.

One wiedzą wiele rzeczy, o których nie mamy pojęcia. Podobno każde dziecko zapytane, co jest większe: mleko czy woda, bez zastanowienia odpowie, że mleko. Kto zaprzeczy?
A żebyś ty, jasne słonko,
Wiedziało,
Co na ziemi jeszcze cieniów
Zostało,
Nie padałobyś tak rychło
Za góry
Za te lasy w płaszczu tkanym
Z purpury!
M. Konopnicka, Wieczorne pieśni, III, w. 49 -56

piątek, 24 czerwca 2011

Śniący wędrowiec

Czekałem na Dreamlinera na polu, które jest za moim ogrodzeniem. To prawie hektarowy ugór porośnięty nawłocią, ostem i skrzypem polnym. Musiałem wyjść z ogrodu, bo tarnina tworzy już taką ścianę litej zieleni, że przesłania nawet samoloty.

Buba tropiła bażanty, a ja co chwila łączyłem się z Krzysztofem z Poznania, który na jakiejś radarowej stronie śledził w internecie tory samolotów lądujących w Warszawie.
- Mam go - zakrzyknął. - Jest nad Górą Kalwarią!
Kiedy się zbliżał, trzaskałem jak najęty ale szedł od mocno nasłonecznionej strony i dopiero gdy był najbliżej, można było złapać prawdziwy kontrast. Pochmurne nieco niebo, akurat w tym miejscu przejrzało i dało się złapać Wędrowca w błękicie (zobacz w powiększeniu).

Niewiele o nim czytałem i w pierwszym momencie byłem zawiedziony bo myślałem, że będzie wielkością dorównywał Boingowi 747, którym niedawno przelatywał nad nami prezydent Stanów Zjednoczonych. Był za to bardzo cichy. Boeing 787 Dreamliner jest najnowocześniejszym samolotem pasażerskim świata, a jego kadłub podobno w całości wykonany jest z kompozytów.

“Liner” oznacza statek transatlantycki lub samolot komunikacji pasażerskiej. Dream - wiadomo - sen, marzenie. Może “Marzący liniowiec”? Nie, bardziej mi dziś odpowiada “Śniący wędrowiec”.

Ileż to razy w życiu wędrowałem między zwątpieniem a euforią, euforią a zwątpieniem. Opowiada o tym zatrutym śnie staroświecki dziś trochę wiersz Juliana Tuwima. Dobrze, że staroświecki, bo to zawsze przebiega tak samo. Nowoczesność zostawmy samolotom, choć akurat Dreamliner ma w rysunku skrzydeł archaiczny kontur Leonarda.

JEŻELI

A jeżeli nic? A jeżeli nie?
Trułem ja się myślą złudną,
Tobą jasną, tobą cudną,
I zatruty śnię:
A jeżeli nie?
No to... trudno.

A jeżeli coś? A jeżeli tak?
Rozgołębią mi się zorze,
Ogniem cały świat zagorze
Jak czerwony mak,
Bo jeżeli tak,
No to... - Boże!!
-----------------------------------------------
W każdym razie Dreamliner jak najbardziej “tak”, bez śladu “jeżeli”, a ja raczej “trudno...”. Był sen.

piątek, 17 czerwca 2011

Barwy ochronne

Ostatecznie nie potrafię jednak fotografować. W Paryżu zrobiłem ponad tysiąc zdjęć, ale tych, których bym się nie wstydził jest najwyżej dziesięć. Jeden procent - zatrważajace marnotrawstwo pamięci i deficyt talentu. Symptomatyczne, że połowa udanych, to postaci kobiet. Bo to symptom słabości osobniczej: mam do Nich słabość i fotografuję jak Je widzę, a widzę Je piękne.

Choćby ta rzeźba z galerii w arkadach placu Wogezów, sama w sobie kształtna, ale sfotografowana poprzez niedomknięte drzwi nabiera nowego artystycznego wyrazu. To taki semantyczny cudzysłów: zaznacza niebliskość, ale i intymną grzeszność, bo patrzenie z zewnątrz do środka jest podglądaniem. 

Dzięki otoczeniu rzeźba staje się częścią samiostnego obrazu (koniecznie trzeba zdjęcie powiększyć). Walory malarskie tworzą: nieostry plan pierwszy, współgrające z postacią tło w bursztynowo-piwnym odcieniu, kontrastująca z nim modra rama drzwi, przypominająca niebieską stolarkę wysp greckich i wreszcie terakotowoczekoladowa Nieznajoma. Piękna i spoglądająca w dół, zamyślona.

Nie, nie jestem pewien, czy to wypalona glina. Przybliżam się do szklanego ekranu laptopa i na tle czekoladowej doskonałości dostrzegam niemłodą twarz, siwe oczy i takie same, mocno przerzedzone włosy.
- Boże, co ty wypisujesz. Zachwycasz się, nieledwie ślinisz, a spójrz, spójrz na siebie!
Tak, tylko ja jeden wiem, że to barwy maskujące waleczne serce, co nie zna zmarszczek.

Zanim rozpocząłem Słowobraz, zdarzało mi się (rzadko) napisać wiersz. To jeden z ostatnich:
* * *
królowa mnie kocha
całą noc w jej ramionach
jak dziecko całowany

tyle lat czekałem
i nie jestem szczęśliwy

w lustrze
widzę
łeb osła
siwy
Tylko ludzie upierzeni ochronnie mogą pamiętać telewizyjne “Listy śpiewające” Agnieszki Osieckiej i Adama Sławińskiego. To był cykl przedstawień łączących słowo i muzykę. Piosenka pochodzi z pierwszego programu w roku 1963, ale to wykonanie jest ze spektaklu “Apetyt na czereśnie”, o dwojgu próbujących od siebie odejść i wracać (TVP 1975, autor: Agnieszka Osiecka, reż.: Romuald Szejd).

Mimo, że "Byle nie o miłości" znana jest z doskonałej interpretacji “Skaldów” oraz perfekcyjnej - Anny Marii Jopek, to nucenie Piotra Fronczewskiego i czystszej wokalnie Krystyny Sienkiewicz urzeka chropawą codziennością i prawdopodobieństwem.
że to nie straszne, kiedy idziesz z tamtą panią
i to nie dziwne, że ja innych chłopców znam
że nie pomoże na to diabeł ani anioł
że każdy z nas ma własny los, oddzielny plan
 



niedziela, 3 kwietnia 2011

Wiem kim zostać chcę

Sprawiedliwości nie ma, bo choć sam byłem synem marnotrawnym, zamiast być pokaranym, dziecko mam pełne cnót i talentów. W dodatku kochane.

Były, były życia zakręty, drogim Rodzicom niejedną łzę i siwy włos przysporzyłem, bo w tamtych czasach ludzie bywali konkretni i prostolinijni. Młodsze rodzeństwo szło prostą drogą: brat jest lekarzem, siostra bankowcem. Ja rozpoczynałem studia na cybernetyce i po 10 latach skończyłem polonistykę. W dodatku niby artysta, a długi czas tzw. prywatna inicjatywa i teraz na swoim. Zawsze w rozkroku, na pograniczu świata konkretu i krainy marzeń. W żadnym nie zadomowiony i niczego pewny. “Właściwie to nie wiem, czym ty się naprawdę zajmujesz” - mawiała Mama. Rzeczywiście, jakaś reklama, jakieś usługi wydawnicze i graficzne, niby agencja reklamowa, ale bez tych wszystkich accountów i copywriterów, niepoważne jakieś.
Rano kiedy chodzę z psem i tropimy słońce: miedzy drzewami, w kielichach kwiatów, na lądzie, w powietrzu i na wodzie, mam nastawienie absolutnie poważne. Robię to wszystko z pieczołowitością, której coraz bardziej mi brak w życiu zawodowym. Już chyba nie stoję w rozkroku. Chyba leżę. Jak chociażby dzisiaj w ogrodzie. Takiego zobaczyli mnie sąsiedzi spacerujący osiedlową uliczką. Zaintrygował ich odgłos aparatu, spojrzeli za płot, a tam ja polegiwałem pod niepozornym żółtym szafrankiem.
Wcześniej byłem nad stawem i starałem się zrobić zdjęcie ponad latającą mewą. Jak? Nie powiem, bo profesjonalistów obowiązuje tajemnica zawodowa. Podziwiajcie tylko jak cichym i doskonałym schodzi lotem.

Pomyślałem, że właśnie od tego jestem, to jest mój zawód prawdziwy, choć bezpłatny i bezinteresowny: tropić słońce, ptaki i rośliny. Pisać o tym i cieszyć się razem z tymi, którzy przychodzą to oglądać i czytać.

Późno, bo późno, ale już wiem, kim zostać chcę. Gdybym umiał śpiewać, zaśpiewałbym o tym Rodzicom. Zaśpiewajcie, proszę, za mnie. Razem z Georgesem Brassensem i Patachou (piosenka z roku 1953). Śpiewać proszę dopiero jak skończy Brassens, w drugim wejściu Madame P. - gdzieś około 1:29.
Mamo, Tato, nie, już nie martwcie się
Mamo, Tato ja wiem kim zostać chcę
patrzyłbym jak jak rośnie kwiat
słońca złoty klin
patrzyłbym, jak lata ptak
ja razem z nim
Mamo, Tato wiem, wiem, że późno już
Mamo, Tato, koniec życiowych burz
to poważne bardzo jest
tym razem żadna gra
Maman, Papa, Maman, Papa.

wtorek, 9 listopada 2010

"Patrzę na twoją fotografię"


PATRZĘ NA TWOJĄ FOTOGRAFIĘ, Realizacja: Jerzy Ziarnik, Scenariusz: Jerzy Ziarnik, Zdjęcia: Michał Bukojemski, Opracowanie muzyczne: Krystyna Tunicka-Palluth, Dźwięk: Krystyna Pohorecka, Montaż: Maria Rutkowska, Kierownictwo produkcji: Michał Horowic, Produkcja: Wytwórnia Filmów Dokumentalnych (Warszawa)

W komentarzach do "Dziewczyny z Karmelickiej" AnnaBB napisała 9 lutego:
Wstrząsający jest rozdźwięk między codziennością tej fotografii i tym co się zapewne stało z tą twarzą.
Czy widzieliście film dokumentalny "Patrzę na twoją fotografię" Ziarnika ?
http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/424646
Konkretność osób.
Chil Goldberg i jego sąsiadka...
Potem napisała DM:
Film Ziarnika zobaczyłam pierwszy raz w 1979 roku. W kinie Moskwa na Konfrontacjach. Był dodatkiem przed filmem "właściwym". Dziś nie pamiętam jaki to był film, natomiast doskonale, kadr po kadrze pamiętam "Patrzę na twoją fotografię". Wydaje mi się, że podobne odczucia mam po obejrzeniu dzisiejszego Słowobrazu.
A dziś AnnaBB dodała w komentarzach link do filmu, który zamieszczam wyżej:
Znalazłam w internecie film "Patrzę na Twoją fotografię" o którym pisałam.
Dla mnie jeden z najpiękniejszych dokumentów.
Dziękuję Anno.

niedziela, 3 października 2010

Rzemieślnik boski

Pająk wątłą swą tkaninę
Utkał z nudów i z nawyku
Dna pewnego, w październiku.
Jan Brzechwa, Baśń o stalowym jeżu.
Dziś po raz pierwszy tej jesieni temperatura spadła poniżej zera i delikatny szron posiwił trawy oraz zarośla. Gdy pokazało się mocniejsze słońce, rosy było tyle, że wyglądało jakby przed chwilą padał deszcz.
Nie bacząc, że moczy aż osiem nóg, pracowity pająk natychmiast przystąpił do cerowania misternej tkaniny.

Piszę tu o nim nieraz, bo gdy powiększam zdjęcia widzę, że to naprawdę artysta jest, rzemieślnik boski. Chciałoby się zakrzyknąć jak Gałczyński o wróbelku: "Kochajcie pająka dziewczęta!".

piątek, 16 kwietnia 2010

Nie ma czasu

Wróciłem ze spaceru trochę po szóstej i zobaczyłem płomień. Wiedziałem, że nie ma czasu, że to będzie moment, najwyżej pół minuty.

To wschodzące słońce wysłało płonącą strzałę pomiędzy chmurami a drzewami, garażem sąsiada po przekątnej a domem sąsiada z naprzeciwka, pod brzozą, co rośnie tuż koło domu i pod uniesionymi na szczęście żaluzjami. Doleciała strzała i zapaliła jabłka.

Nie było czasu, wbiegłem po schodach i zabrałem aparat, zbiegłem, wróciłem po kartę pamięci. Zapomniałem statywu, bo w tym ćwierćmroku ekspozycja musiała trwać  aż 1/4 sekundy. Nie było czasu: znieruchomiałem, wstrzymałem oddech i nacisnąłem na guzik.

Słońca wystarczyło na pięć zdjęć. Wszystkie poruszone, a w dodatku na wierzchu sterczy jabłko najbrzydsze. To z powodu przysłaniającej niekiedy urodę życia kobiecej praktyczności: żeby zjeść je pierwsze.

Nie da się powtórzyć, bo jutro, jeśli nawet nie nadciągnie ciemna wulkaniczna chmura, słońce wzejdzie paręnaście centymetrów bardziej na północ i płonąca strzała trafi w jakieś drzewo albo komin.

Daję ten obrazek i piszę nie dlatego, że to specjalnie ładne, ale po to, żeby przekonać tych, którzy nie wierzą, że nie ma czasu, że trzeba łapać chwilę, co jest piękna i na zawsze mija.

środa, 17 marca 2010

Niska pliska

fot. Benjamin J. Falk
Kiedy tak patrzę na te panie praczki (reklama mydła - Kirkman's Borax Soap sprzed 120 lat), to myślę, że nie miały kiedyś kobiety lekko. No bo

tu ramiączko, tutaj patka
łatka, skos, zaszewka, klapka
tu wiązanie, tu marszczenie
stębnowanie, wypuklenie
pliska? - niska
mufka? - szlufka
twardy gorset i sznurówka
szew wbrew (haftka i lamówka)

frędzel? - w pędzel
karczek? - w barczek
(bez cekinów i kokardek)
rąbek? - w ząbek
pasek? - wprasek

Pominąłem rzeczy masę.

poniedziałek, 15 marca 2010

Znak?

No to trafiło się dziś o świcie ślepej kurze. Wiedziałem, że będzie pięknie, bo ani chmurki, świeży śnieg i minus 10 stopni. Pierwsze minuty świtu są najważniejsze, bo słońce pada ukośnie, a wtedy zdają się rzeczy niezwykłe. Czym prędzej załadowałem aparat i wybiegłem z Bubą.
Kiedy weszliśmy na olbrzymi ugór na Mysiadle pod wschodnią skarpa widać było mgłę. To pod wpływem marcowego słońca parował biały puch, którego w nocy spadło co nie miara.
Prześwitujące przez świerki promienie tworzyły w oparach chętną złudę.
Hovawart Buba
Buba zwykle niewrażliwa na krajobraz przypatrywała się teatrowi cieni.
I stało się. Znowu zobaczyłem Serafina i ten Znak, jakby wbity w skarpę. Bardzo nie jestem godzien i wiem, że to złudzenie. Przyznacie, dość piękne jednak.

niedziela, 14 marca 2010

Tajemnica obiektywu

Tu parkuję i wchodzę do lasu. Tego dnia (trzy lata temu - 13 marca 2007) przez cały spacer łapałem wschód słońca między bezlistnymi drzewami. Kiedy wyszedłem, okazało się, że słońce uciekło zza drzew i że to latarnia. Potem wiele razy, nawet dzisiaj, próbowałem odnaleźć ten klimat, ale już nigdy nie było tak pięknie. To nieprawda, że można wrócić do tego samego pejzażu. On, jak większość rzeczy w życiu, zdarza się tylko raz.

Fotografowanie, zwłaszcza dla początkujących to ruletka. Nigdy nie wiadomo, co okaże się niezwykłe, a co banalne i nietrafione. Ja nie umiem robić zdjęć. Kiedyś pojechałem prywatnie do Indii i umówiłem się z redakcją (pracowałem wtedy w „Kontynentach”), że przywiozę jakieś zdjęcia. Po wywołaniu nie przyniosłem żadnego i skłamałem, że mi się zepsuł aparat.

Niektórzy jednak mają szczególny talent i niemal każde ich zdjęcie, nawet mimowolne, ma sens i elegancję.
Całe szczęście w fotografii cyfrowej nie trzeba się ograniczać i nawet zupełnie ślepa kura coś tam wygrzebie. W środę wykonałem chyba 400 zdjęć, w większości kaczkom krzyżówkom, które siedziały leniwie na trawie w Ogrodzie Krasińskich (to park mojego dzieciństwa). Niektóre ze zdjęć są bez zarzutu i mogłyby służyć jako ilustracja w książce o ptakach. Ja cenię tylko jedno. Technicznie niedoskonale, bo nierównomiernie naświetlone i niezręcznie kadrujące ptaka. Ma jednak w sobie coś, co każe zastanowić się przez chwilę. Jakiś nastrój, a może tajemnicę? Pisałem nieraz: przypadkowe zdjęcie pokazuje tajemnicę. Obawiam się, że w tym wypadku nie dowiemy się jaką.

poniedziałek, 22 lutego 2010

Panna Holt i Flaubert

Niemal każda fotografia z biegiem czasu nabiera wartości. Nie tylko sentymentalnej, lecz także artystycznej. Jednak ten liczący blisko sto lat portret panny Holt (z roku 1913), autorstwa Arnolda Genthe (1869-1942), jest dziełem sztuki od początku.

Tak cudowny obraz można skomentować równie cudowną balladą Wertyńskiego, pochodzącą z tych samych lat (1916): o papudze imieniem Flaubert. Właściwie to o jednej malutkiej, co sobie poszła.
Jamais (Попугай Флобер)

Я помню этот день. Вы плакали, малютка.
Из Ваших серых подведенных глаз
в бокал вина скатился вдруг алмаз
и много, много раз я вспоминал
давным-давно, давным-давно
ушедшую минутку.

На креслах в комнате белеют Ваши блузки.
Вот Вы ушли, и день так пуст и сер.
Грустит в углу Ваш попугай Флобер.
Он говорит: "jamais", он все твердит:
"jamais", "jamais", "jamais", "jamais"
и плачет по-французски.
I moje nieudolne, za to dość wolne tłumaczenie.
Jamais (Papuga Flaubert)

Pamiętam. Wtedy płakałaś Malutka.
Z podsiniałych szarych oczu
w kieliszek wina diament spadł.
I wiele razy wspominałem smutno
tak dawno, dawno, dawno
utracony świat.

Na krześle jaśnieją jeszcze twoje bluzki.
Odeszłaś, a dzień szary i pusty.
W kącie słychać łkanie Flauberta - papużki.
Powtarza: "nigdy", "nigdy" -
"jamais", "jamais", "jamais", "jamais"
i płacze "по-французски".
--------------------------
Tu można posłuchać Wertyńskiego wykonującego tę balladę. Obraz niestety to strasznie pretensjonalny montaż fotografii, ale przecież nie trzeba patrzeć.

piątek, 8 stycznia 2010

Taki pejzaż

Sahara jest domen Tuaregów. Bezbrzeżne morze piasku, z rzadka tylko porośnięte ubogimi krzewami to ich codzienny pejzaż.

Zapewne brak ograniczenia krajobrazu powoduje, że ma ten lud nomadów nieograniczone poczucie wolności; dumny naród nigdy nie podporządkował się żadnej politycznej władzy, a ich waleczność mrozi krew w żyłach wrogów.

Spójrzcie na zdjęcie. Tyle w nim spokoju i beznadziejnego piękna, że aż się chce zostać nieujarzmionym Tuaregiem.

Niestety, nie ma takiej możliwości, bo gdy przyjdzie mocna odwilż, roztopi się śnieg i puszczą lody, które skuły jezioro Śniardwy.

------------------------------------------
To pełne zwodniczego uroku zdjęcie wykonała moja synowa Natalia.
 
blogi