Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lutego 2010

Nieśmiałe

Zasypało, zasypało. Nie pamiętam takiego Lasu Kabackiego.

Jednak nie dam się tak łatwo zwieść. Te pogwizdy, nieśmiałe trele i kląskania mówią bardzo wiele. Nadchodzi pora, kiedy trzeba będzie piórko wygładzić, przyczesać czubek, a być może i pazurek przypiłować. Bo będzie trzeba się podobać. Ponieważ idzie, idzie czas miłości.
plakat M. Rózański, R. Wylcan (1935)
Dziś o 19.30 w Vancouver pobiegnie Justyna Kowalczyk. Naprzód Justyna!
--------------------------------------
Zbliżam się do setnego posta. Podsumowuję i trochę zmieniam blog. Odszedłem od kalendarza na rzecz przejrzystszego archiwum i etykiet (tematów). Ponadto zmniejszę częstotliwość wpisów, będzie ich jednak nie mniej niż trzy tygodniowo.
Nie odchodźcie jeszcze proszę.
-------------------------------------
P21 zacytował w komentarzu "Zimy żal". Bardzo lubię tę piosenkę. To najczystsza ilustracja nostalgii.
Może to mnie właśnie smuci,
że ta sama już nie wróci,
że z szelestem zdartych dat
upłynął życia szmat…

czwartek, 11 lutego 2010

Kółko olimpijskie

Proj. T. Lipski ;fot.  A. Krzeptowski, 1936 r.
Chciałoby się pociągnąć wątek trwającej od wczoraj dyskusji, bo pięknie idzie: od rozważań o grzechu w stronę miłości, a co bardziej zmęczeni wekslują ją w kierunku nieuchronnej śmierci.

Ja jednak muszę iść dalej. Piechota musi maszerować. Już i tak mam w tym tygodniu jedną nieobecność.

Jutro rozpoczyna się Olimpiada Zimowa.
- Jak byłem młody, to też byłem Murzynem i grałem w kosza.
Właściwie to jak byłem młody też byłem olimpijczykiem. To znaczy trochę.

Piękny był szkolny sport. Najwcześniejsze wspomnienie ze szkoły podstawowej to sprawdzian na 60 m wzdłuż nieistniejącego dziś, wschodniego muru Pawiaka. Za tym murem 15 lat wcześniej katowano ludzi, ale myśmy nie mieli do tego głowy i biegliśmy co sił w nogach po ubitym gruzie.

W liceum wychowanie fizyczne było moją ulubioną lekcją. Mieliśmy znakomitego nauczyciela, Mieczysława Pilipczuka. Mój syn, który w wolnej Polsce ukończył renomowane liceum i na pewno jest sprawniejszy niż ja wtedy, nie ma pojęcia ile skacze wzwyż, a kuli, dysku i oszczepu nie miał w ręku. Ja natomiast znam wszystkie swoje rekordy życiowe i wiem, jak układa się palce przy chwytaniu oszczepu oraz jak wykonać doślizg przy pchnięciu kulą.

Trzy lata przed olimpiadą w Meksyku Mieczysław Pilipczuk powiedział, że wypełniłem minimum na pierwsze kółko olimpijskie. Nie przybyło później tych kółek, ale być w 1/5 olimpijczykiem, to był dla mnie wielki honor.

Liceum Traugutta brało stały udział w lekkoatletycznej lidze szkół średnich. Ważne było obsadzenie każdej konkurencji i, mimo że nie miałem szans, wystawiano mnie w skoku wzwyż. Byłem za młody i jako samouk musiałem przegrywać z trenującymi w klubach. Na ogół odpadałem jako pierwszy.

Jeździłem na te zawody z pl. Krasińskich trolejbusem nr 56 na boisko przy Agrykoli w poczuciu obowiązku i dumnie blady. Bo sport to wtedy była szlachetna idea, a dla niektórych olimpijczyków liczył się tylko udział.

czwartek, 28 stycznia 2010

Podniebne aerialistki

Zawsze miałem słabość do kobiet wysportowanych. W czasach szkolnych podkochiwałem się w sporstmenkach, a później prawdziwie głębokie zainteresowanie swoją przyszłą żoną wykazałem dopiero, gdy pokonała mnie w wyścigu do przystanku autobusowego.

Teraz zachwyciłem się tymi aerialistkami, które nie dość, że z wdziękiem wykonują ewolucje na wielkich wysokościach, to jeszcze znają biblię i nawiązują dyskretnie do Absaloma, syna Dawida, który jak wiadomo, uciekając na mule, zawiesił się swoimi długimi włosami na gałęzi dębu.

Podniebne akrobatki są bez wątpienia atrakcyjne, ale prawdziwą moc i urok ma w sobie szefowa interesu, panna Stena, która z dobrotliwym uśmiechem spogląda na nas z wysokości. Przy niej czułbym się bezpiecznie.
------------------------------------------------
Plakat opublikowano w Amsterdamie w latach 1880-1890
 
blogi